gorącym uczynku. Z ulgą spostrzegła, że i on się lekko uśmiecha. Twarz miał szczerą. Zatroskaną. - Mam nadzieję, że nie zrobiłam nic złego. - Oczywiście, że nie. - Ale jego głos nie brzmiał tak ciepło jak zwykle. - Wyszedłem kupić kawę. - Pokazał małą, szarą torebkę, otworzył ją i przesypał kawę do słoiczka. Poszedł po wodę do łazienki i włączył czajnik. Czekając, aż woda się zagotuje, usiadł na fotelu i sięgnął po notatnik. Ten, który przed chwilą miała w ręku. - Chcesz porozmawiać o tym, co przydarzyło się twojej siostrze i mamie? Chyba byłaś zdenerwowana, gdy dzwoniłaś. - Byłam. Jestem - przyznała, z mocnym postanowieniem, że nie wycofa się, nie posłucha ostrzegawczego głosu. Dzisiaj ma zacząć życie od nowa. Teraz. W tej chwili. Zacisnęła mocno pięści, aż poczuła wbijające się w skórę paznokcie. Powoli rozprostowała dłonie i zaczęła opowiadać o wypadku Amandy. Opowiedziała o spotkaniu w Oak Hill, o tych ro-dzinnych rozmowach pełnych aluzji i niedomówień, o humorach Iana i sprzeczce z Hannah. Wspomniała też, że matka bardzo się zdenerwowała, a Lucille była jakaś niespokojna. - I wszyscy tak dziwnie na mnie patrzyli - dodała, podchodząc do okna, za którym noc ogarniała miasto. - Jakby się bali, że za chwilę dostanę szału i skończę w psychiatryku. - Boisz się tego? - Tak! - Odwróciła się i spojrzała mu prosto w oczy. - Tak! Tak! Tak! Byłam już w jednym i coś ci powiem, to nie są wczasy. - Uniosła rękę, jakby kierując prośbę do nieba. - Mój Boże, odkąd pamiętam, wciąż słyszałam plotki na mój temat, jaka to jestem dziwna. Niektórzy myślą, że zabiłam Charlesa, nawet niektórzy z rodziny. Przez to, że wyciągnęłam mu z piersi tę przeklętą strzałę. I myślą... Nie wiem, co myślą. Pewnie po prostu, że jestem szalona. - Usiadła na kanapie. - Szalony Kapelusznik - tak o mnie mówią. Chyba to lepsze niż wariatka, i proszę, nie pytaj, czy jestem wariatką, bo naprawdę nie wiem. - Odgarnęła włosy z oczu i z całych sił starała się opanować. - Powinieneś ich widzieć wtedy w domu. Ich wszystkich. Mamę też. - No cóż, postaramy się, żebyś nie trafiła do szpitala, dobrze? - Uśmiechnął się i jakoś udało mu się przegnać wszystkie jej strachy. - Też mi na tym zależy. Popatrzył jej w oczy o sekundę dłużej, niż należało, i poczuła to lekkie podniecenie, łaskotanie koniuszków nerwów, którego doznawała zawsze, gdy spotykała interesującego mężczyznę. - Wspomniałaś, że twoja mama jest w szpitalu. - Czy to złudzenie, czy jego głos był trochę bardziej szorstki? - Zdenerwowała się tym wypadkiem Amandy. Zdaje się, że dostała napadu dławicy, gdy szła po schodach do sypialni. Przez chwilę jej stan był krytyczny, ale potem ustabilizował się. - Cieszę się. - Ja też - przyznała i zebrała się w sobie. Teraz albo nigdy. - Adamie... - Jej głos brzmiał nienaturalnie nawet dla niej samej. Ich oczy znów się spotkały. - Powinieneś o czymś wiedzieć. Nie sądzę, że jestem szalona, to znaczy, modlę się, żebym nie była... - Jak mogła wyjaśnić to, czego sama nie rozumiała? Ręce jej się spociły, serce waliło. Powoli, z wysiłkiem udało jej się opanować.

skrzydłach ze strusimi piórami. Zaszeleściła suknia, zastukały obcasiki, rozszedł się zapach
Wyszła na werandę.
– Mówi o nowym pustelniku, co do którego siostra Pelagia się pomyliła – wyjaśnił
mgłę przypominała sobie wykład, podczas którego instruktor omawiał specyfikę obchodu w
troszczący się o swe zdrowie cielesne. No, co to ma znaczyć – trzydzieści osiem lat, a już i
– Nie chodziło o jakiegokolwiek glinę, Conner. Zaaranżował to wszystko z myślą o tobie.
Lidia Jewgieniewna Borejko, histeryczny gość doktora Korowina – oto kim była ta
takich przypadków bezsilna.
odebrać i wam przekazać?
Biskup łagodnie wziął chorego za rękę, wyprowadził z ciemnej pracowni do sypialni.
sprawdziłam w podręczniku balistyki. Po zabójstwie przestępca wypalił z broni
których błysnęła iskierka, i tonem nieznoszącym sprzeciwu powiedział:
przy czym żadną miarą nie można było stwierdzić, w jaki sposób osiągnięto tak ścisłe
morderstwo. Gdzieś pomiędzy trochę pieszczot.

Wszystkie były zamknięte.

zapewne woleliby współpracować z nimi, niż z policją stanową.
Dotknął wargami drugiego policzka. Były ciepłe, twarde i suche.
Zastrzelił je, a wy próbujecie go uniewinnić.

Obiecał przekazać sprawy swemu zastępcy i zaraz z rana wyruszyć w drogę.

– Ale chciałam, żebyś walczyła, chciałam, żeby RJ zobaczył, jak rozpaczliwie szukasz
Chwilę wpatrywał się w gazetę i zaraz zapytał kelnerkę, czy mają w lokalu
Jasne.

porządkować jedno podwórko? Ci małomiesteczkowi policjanci! Póki dochodzenie jest

Traciła pewność siebie.
śladów manipulacji.
A jeśli coś go łączy z sobowtórem Jennifer?