Ale, do cholery, co ma z tym wspólnego Jennifer Nichols Bentz?

się nie śpieszyć.
- Już dobrze. - Lizzie zaczęła wstawać z łóżka. - Nic
Umilkł nagle, bo pokazała palcem na usta, uciszając
jedyną wnuczkę.
twarz.
Zupełnie nie rozumiała, jak doszło do tego, że
T-shirta, odwracając na ułamek sekundy jej uwagę
był już taki rozpalony jak w nocy, poza tym czyściutki,
Wyprostował się z nieprzeniknioną, przypominającą
- Nie zastrzelił - uspokoił ją Ash i podsunął kolejną
że złożę skargę!
pierwszego z braci, zwracając się do Maggie - to
- Więc jakie było to pierwsze wrażenie?
Carrie z wdzięcznością przyjęła okrycie. Włożyła

Czuję chłód w sercu.

by wróciła do swojego zwykłego stylu: prostota
Zatrzymał się tuż przy Carrie, zasłaniając ją własnym
synami - odezwał się Nik. Mówił cicho, jakby

6

– Załatwione. – Hayes wstał i poprawił krawat. – Ale musisz zidentyfikować kobietę,
- Dzięki za zaufanie - powiedziała urażona. - Po prostu przestrzegam cię, to wszystko. - Poprawił krawat. - Na litość boską, nie wyżywaj się na mnie. - Nawet mi to nie przyszło do głowy. - Założyła ręce na piersi i odprowadziła go do drzwi. Dzięki Bogu, dziennikarze rozjechali się. Wiedziała jednak, że pusty ogród z koliberkami trzepoczącymi się przy karmniku i ważką pomykającą między pnączami długo nie pozostanie tak spokojny. To była cisza przed burzą. Spojrzała na niebo. Czyste, niebieskie. Zwodnicze. Gdy Troy wsiadł do range rovera, pomachała mu i poczuła pieczenie ściągniętej skóry na nadgarstkach - gojące się rany... Skąd, u licha, się wzięły? I te potworne obrazy eksplodujące z hukiem w jej głowie. Chaotyczne fragmenty snu? Coś w rodzaju percepcji pozazmysłowej? Przypadek? Czy może potworne wycinki wspomnień tak przerażających, że nie chciała ich dopuścić do świadomości. Rozdział 5 Adam Hunt zręcznie poradził sobie z zamkiem. Zasuwa odskoczyła z taką łatwością, że gdyby ktoś go obserwował, mógłby pomyśleć, że otworzył te grube, drewniane drzwi kluczem. Zachował jednak wszelką ostrożność. Był sam. W holu stupięćdziesięcioletniego domu przerobionego na budynek biurowy nie było nikogo. Nikt nie widział, jak wszedł po cichu, zamykając za sobą drzwi. W pokoju było gorąco. Parno. Wszystko przykrywał kurz, kwiatek stojący pod oknem usechł, a ziemia w doniczce zamieniła się w popiół. Rozejrzał się i otworzył okno, do niewielkiego gabinetu ze zniszczoną drewnianą podłogą i niedbale rzuconymi chodnikami wśliznął się zapach starej części Savannah. Skórzana leżanka, kanapa i fotel na biegunach stały koło siebie. Po przekątnej stała wysoka szafka ze sprzętem wideo. Pod oknem w niskiej oszklonej biblioteczce znajdowały się książki traktujące o psychozach, seksualności, etyce, hipnozie oraz wszystkich słabościach i deprawacjach znanych ludzkości. Niektóre z tych książek należały do niego. Tak samo jak kiedyś ten fotel. Ale to było dawno temu. Zacisnął szczęki i podszedł do biurka. Miało z boku szafkę z drewnianą żaluzją. Była zamknięta. Oczywiście. Dla niego nie stanowiło to jednak żadnego problemu. Fotel stojący przy biurku zaskrzypiał pod jego ciężarem. Zobaczył ślady kółek na dywanie, niewielki łuk powstały od ciągłego zaglądania do notatek lub do komputera. Jeszcze mocniej zacisnął szczęki, otworzył zamek i podniósł żaluzję. Przegródki i szufladki na znaczki, spinacze, koperty i podobne drobiazgi były we wzorowym porządku. Poukładane. Tak jak kobieta, która niedawno siedziała w tym podniszczonym fotelu.
– Cześć, RJ – powiedziała, jej głos był bez tej chrypki, jaką słyszało się w rozmowach

Wobec Maggie.

fizycznym, ale także z utratą celu w życiu. Była ciepła, tolerancyjna, służyła wsparciem.
Przekręcił kluczyk w stacyjce i silnik ożył. Wyjechał z parkingu – co było rzadkością
– Ja... pozwól mi odejść – zaczęła desperacko. Pot spływał jej po plecach, cała drżała. –